czwartek, 16 listopada 2017

Pablo Neruda



Pablo Neruda (właś. Ricardo Eliecer Neftalí Reyes Besualto (1904-1973) – chilijski, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1971. 
Pseudonimu Pablo Neruda użył po raz pierwszy w 1920, kiedy to podpisał nim swoje debiutanckie wiersze opublikowane w czasopiśmie Selva Austral, pseudonim później zalegalizowano. 
Imię Pablo przyjął prawdopodobnie po poetach : Paulu Verlaine'ie i Janie Nerudzie.
Neruda jest uważany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych poetów XX w. Kolumbijski pisarz, noblista Gabriel Garcia-Marquez, nazwał Pablo Nerudę największym poetą XX w. wszystkich języków.
Neruda należał do Komunistycznej Partii Chile. 
Przeniknięta humanizmem twórczość Nerudy rozwijała się początkowo w kręgu tradycji modernistycznej (tomik "Crepusculario" 1923, erotyki "Veinte poemas de amor y una canción desesperada" 1924). W późniejszych zbiorach zaznaczyły się wpływy surrealizmu i odrębny styl poetycki Nerudy, charakteryzujący się dynamizmem, oryginalną symboliką, plastycznością obrazów, nastrojami niepokojów i katastroficznych lęków.
W późniejszych zbiorach rozmach epicki ustąpił miejsca poezji codzienności niepokój — optymistycznej wierze w życie i miłość, a żarliwe zaangażowanie polityczne — pogodnej i niepozbawionej humoru autorefleksji 
Neruda był ponadto autorem dramatu "Sława i śmierć Joachima Muriety" (1967, wyst. pol. 1971) oraz pośmiertnie wydanych wspomnień: "Wyznaję, że żyłem"(1974).
W 1971 otrzymał Nagrodę Nobla.
( Źródło: Wikipedia)
Po raz pierwszy zetknąłem się z Nerudą w 1990 roku. Uwiódł mnie pięknem swojej poezji. Nadal jest dla mnie ważnym poetą. Nie oceniam jego życiowych wyborów. Wielu twórców dało się zwieść ideom komunizmu.
Do sylwetki twórcy dodaję trzy ulubione wiersze. Są dla mnie ważne.

Owad”

Od bioder twoich aż do stóp
chcę odbyć długą podróż.
Jestem mniejszy niż owad.
Idę po tych wzgórzach
koloru owsa,
po których wąskie ścieżynki
ja tylko znam,
gdzie centymetry spalone,
blade perspektywy.
A tutaj góry.
Nigdy z nich nie wybrnę.
Co za olbrzymi mech!
I krater,
róża zroszonego ognia!
Po nogach twoich schodzę
snując spiralę
albo śpiąc po drodze
aż dotrę do twoich kolan
okrągłej twardości
jak do twardych szczytów
jasnego lądu.
Obsuwam się do twoich stóp,
ośmiu prześwitów
w ostrych i powolnych
twych półwyspach
i z nich w przestwór
białego prześcieradła
spadam, szukając na oślep
i głodny twego konturu
naczynia w ogniu!


"Dwadzieścia poematów o miłości i jedna pieśń rozpaczy - 10"

Myśmy nawet ten zmierzch stracili.
Nikt nas nie widział z rękami złączonymi tego wieczora,
kiedy noc błękitna zapadała nad światem.
Widziałem z mojego okna
uroczystość zachodu na dalekich wzgórzach.
Jak moneta czasem
w moich rękach zapalał się kawałeczek słońca.
Wspominałem cię z sercem ściśniętym
od tego smutku, z którego mnie znasz
A więc, gdzie byłaś?
Wśród jakich ludzi?
Jakie mówiłaś słowa?
Dlaczego cała miłość przychodzi nagle wtedy,
kiedy czuję się smutny i czuję, że daleko jesteś?
Upadła książka, którą zawsze się bierze o zmierzchu,
i jak raniony pies u moich stóp wlókł się płaszcz.
Zawsze, zawsze się oddalasz, kiedy zapada wieczór, w tę stronę, gdzie biegnie mrok zacierając pomniki.

"Skradziona gałąź"
Nocą wejdziemy 
żeby ukraść
jedną gałąź kwitnącą
Przejdziemy przez mur,
wejdziemy w mgłę cudzego ogrodu,
dwa cienie w mroku.
Jeszcze nie odeszła zima,
A jabłoń już się ukazuje
nagle przemieniona
W kaskadę gwiazd pachnących.
Nocą wejdziemy
Pod ich drżący firmament,
I twoje drobne ręce i moje
kraść będą gwiazdy.
I w tajemnicy,
do naszego domu,
w nocy i mroku,

wejdzie twoimi krokami
cichy pochód zapachu
i gwiezdnymi stopami
jasne ciało Wiosny.


Marek Błachowski

Ezra Poud


Ezra Poud – kolejny z kontrowersyjnych pisarzy, ocenionych surowo za swoje życie zakończone szaleństwem. Ten amerykański poeta, pisarz i publicysta zaliczany do dziesiątki najwybitniejszych poetów swojego kontynentu, zasłynął niestety głównie ze swojej sympatii do faszyzmu. Urodził się w 1885 roku w Heiley, w stanie Idaho. Nim jeszcze popadł w kłopoty związane ze chybionymi wyborami politycznymi Pound jakoś swoich mentorów wymieniał Swedenborga ( mistyk pochodzenia szwedzkiego) i Dante Alighieri. Twórczość tych dwóch "gigantów" oraz fascynacja dalekim wschodem wyraźnie wpłynęły na poezję Pounda. W pewnym okresie jego życia ( kiedy mieszkała już w Europie, ale przez okresem włoskim) szczególnie widać fascynacje starożytnymi kulturami wschodu od Egiptu aż po Chiny.
W 1908 roku Ezra Pound przeprowadził się do Londynu, było to po zakończeniu jego długiej podróży po Europie. W tym czasie zaprzyjaźnił się z Yeats’em i wspólnie wykreowali nowy nurt poezji, który nazwali imaginizmem. Ten nowy nurt miał być opozycją do skostniałych form poezji epoki wiktoriańskiej.
Uczniami Pouda byli Eliot i Joyce. Ponieważ jego fascynacje wschodem nie kończyły się na studiowaniu tekstów poznał wiele egzorcystycznych języków i jako pierwszy przetłumaczył na angielski dzieła Konfucjusza, a także japońskie haiku. Praca translatorska i pasja wpłynęły istotnie na jego własną twórczość. W 1914 zamieszkał w Paryżu, tuż po ślubie z panną Shakespear, zakładam, że zrobił to z miłości a nie wyłącznie dla pośmiertnego powinowactwa z autorem „Romea i Julii”. W latach dwudziestych Ezra Pound zamieszkał razem z żoną i swoją ukochaną ( tak, żyli razem w zgodzie, w trójkącie, aż do śmierci Pounda) we Włoszech i tam właśnie uległ powszechnej euforii faszyzmem. W tym okresie oddawał się publicystyce i prowadził nawet audycje radiowe przesycone antysemityzmem. Wierzył w Mussoliniego. Właśnie ta jego działalność sprawiła, że po zakończeniu wojny został oskarżony o zdradę stanu i kolaborację z wrogiem. Aresztowano go w 1945 roku i więziono w obozie jenieckim niedaleko włoskiego miasta Piza, podobno przetrzymywano go tam w klatce jak zwierzę, doświadczył tam wielu upokorzeń, co zaowocowało załamaniem nerwowym. Niektórzy jego biografowie piszą wprost, że Poud tam oszalał.
Zdawał sobie sprawę z popełnionego błędu, zewsząd docierały do niego informacje o bestialskich zbrodniach faszystów, jego wrażliwy umysł skapitulował. Został przewieziony do Stanów Zjednoczonych i spędził wiele lat na oddziale psychiatrycznym St. Elizabeths Hospital w Waszyngtonie. Opuścił to miejsce dopiero w 1958 roku mając siedemdziesiąt trzy lata. Wrócił do swoich ukochanych Włoch z zamiarem dokończenia swojego dzieła „Cantos” ( Pieśni), ale nie udało mu się tego zrealizować. Zmarł w 1967 roku w Wenecji.
Moje pierwsze spotkanie z Poudem miało miejsce dzięki wspaniałej ekranizacji „Egipskiej Księgi Umarłych” w wykonaniu Teatru Tańca z Bytomia, ten spektakl ( nagrany przez Telewizję w latach dziewięćdziesiątych) zawierający w sobie egipskie pieśni, w tym jeden z wierszy Pounda, zachwycił mnie. Przeżyłam iluminację. Poeta ten, jak żaden inny z obszaru anglojęzycznego miał dar do rozumienia i czucia wschodnich starych utworów poetyckich. Czasem się zastanawiam, czy nie był bardziej filozofem niż poetą? Pisał wiersze różnorodne w formie, od poematów, pełnych wyrafinowanych szczegółów ( jak zwerbalizowane obrazy Prerafaelitów) aż po dwuwersowe haiku, lekkie i abstrakcyjne. Utwory nastrojowe i pełne humoru. Można Pounda lubić lub nie lubić za jego zwariowane życie, ale trzeba przyznać, że jest jednym z najwybitniejszych amerykańskich poetów współczesnych. Gdybym miała wymienić trzech swoich ulubionych poetów to Ezra Pound znalazłby się w tej trójce. Gorąco polecam wam lekturę jego wierszy.
Po polsku ukazały się następujące jego dzieła:

1960 Maska i pieśń: antologia poezji
1988 Wyspy na jeziorze (antologia modernizmu anglo-amerykańskiego w przekładach Krzysztofa BoczkowskiegoAndrzeja Szuby Leszka Engelkinga pod red. Leszka Engelkinga)
1989 Poezje wybrane (przeł. i oprac. Leszek Engelking), wyd. LSW
1993 Poezje (przeł. Jerzy Niemojowski)
1996 Pieśni (przeł. Leszek EngelkingKuba KoziołAndrzej Szuba Andrzej Sosnowski, wybór Andrzej Sosnowski), wyd PIW
1996 Duch romański (przeł. Leszek Engelking), wyd. Czytelnik
2000 Liryki najpiękniejsze (przeł. Leszek EngelkingJerzy Niemojowski, red. Jerzy Kapica)
2003 Sztuka maszyny i inne pisma (przeł. Ewa Mikina), wyd. Czytelnik
2011 XXX Cantos (tłumaczenie i wstęp Czesław Karkowski), wyd. CreateSpace, Charleston
2012 Wiersze, poematy i Pieśni (przeł. i oprac. Leszek Engelking), wyd. Biuro Literackie


A to mała próbka poezji Ezry Pounda:

STAROŻYTNA MĄDROŚĆ RACZEJ KOSMICZNA”

So-shu marzył,
A że w marzeniach swoich był to ptakiem, to pszczołą, to motylem,
Był niezdecydowany, po co szukać innych uczuć.
Stąd jego zadowolenie.

***

MANSARDA
Chodź pożałujmy, tych którym wiedzie się
lepiej niż nam.
I pamiętaj, przyjaciółko, że bogaci
maja służbę ale nie przyjaciółko
My zaś mamy przyjaciół a nie mamy służby.
Pożałujmy żonatych i kawalerów,
panien i mężatek
Świt wbiega na drobnych stópkach
jak ozłocona Pawłowa
A ja jestem przy mojej upragnionej.
Nie ma w tym życiu nic lepszego
Niż ta godzina czystego chłodu,
godzina przebudzenia
we dwoje
***
EPITAFIA

Fu I
Fu I kochał obłok wysoki i wzgórze.
Niestety, zabił go alkohol.

Li Po
Li Po umarł też po pijanemu
Próbował uściskać księżyc w Żółtej Rzece.

***
OCZY TEJ ZMARŁEJ DAMY
Oczy tej zmarłej damy do mnie mówią
Gdyż była w nich miłość nie do ugaszenia.
I pożądanie było nie do scałowania
Oczy tej zmarłej damy do mnie mówią.

***
DE AEGYPTO
( Fragment egipskiej księgi umarłych)

Jam jest, jam jest sam, który wiem drogi
Po niebie, a wicher niebny jest moim ciałem.
Którym ujrzał Panią Żywota
Jam jest, jam jest, latający z jaskółkami.
Szara z zielonym jej szata,
Unoszona wiatrem.
Jam jest, jam jest sam, który wiem drogi
Po niebie, a wicher niebny jest moim ciałem.
Manus animam pinxit,
Mam pióro w dłoni
By stosowne napisać słowo...
Usta mam, by czysty podjąć śpiew!
Kto ma usta, iżby ją przyjąć -
Pieśń o Lotosie z Kumi?
Jam jest, jam jest sam, który wiem drogi
Po niebie, a wicher niebny jest moim ciałem.
Płomieniem wznoszącym się w słońcu
Jam jest, jam jest, latający z jaskółkami.
Na czole mam księżyc,
Pod wargami wichry.
Księżyc to wielka perła w wodach szafirowych,
Płynące wody chłodzą mi palce.
Jam jest, jam jest sam, który wiem drogi
Po niebie, a wicher niebny jest moim ciałem.


( wszystkie powyższe wiersze przełożył Leszek Engelking)






Link do spektaklu „Egipska księga umarłych”- pieśń Ezry Pounda w 14:30 minucie ( jest to dowolna adaptacja Teatru Ekspresji) https://www.youtube.com/watch?v=j8N8l-Z8zvE
link do krótszego fragmentu z pieśnią „De aegypto” Ezry Pounda https://www.youtube.com/watch?v=vWssloGNtuw



Zuza Malinowska

czwartek, 9 listopada 2017

Jose Donoso Yanez


Jose Donoso Yanez (1924-1996),chilijski pisarz.
Student uniwersytetów : chilijskiego i amerykańskiego (Princeton).
Przez wile lat był krytykiem dyktatorskiej władzy Pinocheta, mieszkał w Meksyku i Hiszpanii.
Powieść „Plugawy ptak nocy” jest uznawana za jedną z najlepszych powieści realizmu magicznego. 
Reżyser Silvio Caiozzi zrealizował kilka ekranizacji książek Donoso. Pisarz był współscenarzystą jednego z filmów.
Najbardziej znane dzieła :
Ta niedziela (1966)
Miejsce bez granic (1966)
Plugawy ptak nocy (1970)
Moja osobista historia boomu (1972)
Ogród tuż obok (1981)
Recepcja powieści. Donoso łączy elementy opisu realistycznego z elementami niesamowitymi.
W jego utworach widoczne są elementy groteskowe. Narratorem „Miejsca bez granic” jest transwestyta mieszkający w prowincjonalnym domu publicznym.
W „Plugawym ptaku nocy” miejscem akcji jest dom starców zamieszkiwany przez postacie-dziwadła.
Charakterystycznym motywem w jego twórczości jest równowaga wydarzeń powieści z opowiadanymi legendami i mitami. Czas ulega zapętleniu.
„Naturalnym dziedzictwem każdego,kto zdolny jest do życia duchowego, jest dziewicza puszcza, gdzie wyje wilk i skrzeczy plugawy ptak nocy”.
Powyższy cytat jest fragmentem motta do „Plugawego ptaka nocy”. To słowa , które napisał Henry James w liście do swoich synów.
Donoso jest bardzo ważnym pisarzem dla literatury południowoamerykańskiej.
Mój Donoso. Po raz pierwszy przeczytałem go na początku lat 90. Zauroczyła mnie aura niesamowitości i wyzierające z każdego kąta „wariactwo”.
„Plugawy ptak nocy” to powieść szalona. Nasza percepcja „wysiada”. Nie wiemy, nie poznajemy czym jest prawda, kim są bohaterowie.
Czytajmy Donoso !

Marek Błachowski

czwartek, 2 listopada 2017

Jerome David Salinger


Pochodził z rodziny polskiego Żyda, jego ojciec wymawiał swoje nazwisko Zalinger ( przez g), urodzony w 1919 roku w Nowym Yorku, miał życie tak ciekawe i dziwne, że mogłoby stać się kanwą do wielu powieści. Nie stało się jednak, bo Jerome David Salinger obsesyjnie wprost bronił swojej prywatności i z pasja godną specjalnego agenta ścigał tych, którzy próbowali się czegoś więcej o nim dowiedzieć. Od 1965 roku praktycznie nikogo nie dopuszczał do siebie oprócz najbliższej rodziny, uchodził za wielkiego dziwaka i postać antypatyczną - tą opinię rozpowszechniali o nim dziennikarze, którym nie udało się z nim spotkać, a nawet skontaktować. Dopiero kiedy zmarł w 2010 roku część prawda o nim ujrzała światło dzienne. Miał ciężkie życie. Wychowywał się pośród rodzin emigrantów żydowskich, mocno odczuwał swoją obcość i odtrącenie, nie radził sobie z tym, jako wrażliwy chłopiec uciekał w pisanie ( zaczął pisać w wieku 15 lat). Ukończył Valley Forge Military Academy w Wane, potem studiował pedagogikę specjalną. Pracował w kontrwywiadzie i brał udział w inwazji na Normandię, widział obozy koncentracyjne i nigdy nie zapomniał potworności wojny z jaką zetknął się w Europie. Po zwycięstwie nad Hitlerem uczestniczył w denazyfikacji Niemiec.
Mimo, że jego największe dzieło” Buszujący w zbożu” ( wydany w 1951) ponad pół roku znajdowało się na nowojorskiej liście bestselerów Salinger nigdy nie był szanowany jako pisarz w środowisku literackim. Zarzucano mu zbyt wulgarny, plebejski język, nie podobała się tematyka, którą podejmował, jednym słowem raz jeszcze doświadczył ostracyzmu, tym razem ze strony krytyków. Nie bardzo się tym jednak przejmował, bo nie lubił sławy. Książka która przyniosła ją mu stała się swoistym manifestem buntowników, młodych nie zgadzających się na zastany świat, zdecydowanych raczej umrzeć, czy zabić niż zbrukać swoje ideały. Trudno więc się dziwić, że nieformalnie stał się „Buszujący w zbożu” biblią outsiderów i morderców. Tak, nie przesadzam. Ta książka potrafi zarażać ideą, ona pochłania umysły i je zmienia. To jej wielka siła, ponadczasowa. Główny bohater Holden ma moc zawładnięcia czytelniczą duszą. Morderca Johna Lennona miał ze sobą w trakcie zabójstwa „Buszującego w zbożu” z niepokojącą dedykacją „Od Holdena dla Holdena”. Wielu znanych morderców otwarcie przyznawało się do inspiracją książką Salingera. W kręgach ekstremalnie chrześcijańskich uważana jest za książkę szkodliwą i zakazaną.
Czy to nie brzmi zachęcająco?
Buszujacy w zbożu” to książka o młodych chłopaku, o jego rozterkach, o biało - czarnym obrazie świata, o buncie przeciw wszystkiemu temu, co reprezentowało pokolenie jego rodziców - konsumpcjonizmie, stabilizacji, skostniałym konwencjom społecznym, hipokryzji. Traktuje ona o dojrzewaniu, o inicjacji seksualnej, o uczuciach. Ale jej siła tkwi gdzieś między wierszami, w tym zapadaniu w umysł czytającego, w niezauważalnym prawie modyfikowaniu jego poglądów. Wiele pokoleń młodzieży uważało ją za kultową, ja też czytałam ją pierwszy raz mając siedemnaście lat. Była dla mnie ważna, pozwoliła mi pierwszy raz zadać sobie pytanie- A co jeśli oni wszyscy ( dorośli) się mylą?
Mój odbiór jej po wielu latach naturalnie się zmienił, ale dostrzegam i doceniam to, co daje tej lekturze siłę.

Salinger napisał oprócz „Buszujacego w zbożu” niezbyt wiele, kilka tomów opowiadań. W Polsce ukazały się one pod następującymi tytułami:”Dziewięć opowiadań” ( PIW 1967), „Wyżej podnieście strop, cieśle” ( Czytelnik 1966), „Franny i Zooey” ( Czytelnik 1967)
Buszujący w zbożu” ukazał się w Polsce pierwszy raz w 1961 roku, wydany nakładem wydawnictwa Iskry.
Zmarł w 2010 roku w swoim domu w Cornish, w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat.

Ciekawostki:

- Pierwszą ukochaną odbił Salingerowi Charlie Chaplin, a była nią Oona córka znanego dramaturga, pisarza i Noblisty Eugene O’Neila. Niezwykłe wydaje się to, że ostatnia żona Salingera miała także na nazwisko O’ Neil.
- Salinger jako młody chłopak, przez rok praktykował w rzeźni miejskiej w Bydgoszczy. Dziś na budynku tej rzeźni wisi tablica pamiątkowa mówiąca o tym, Salinger wspomina też ten fakt w swoich dziennikach. Sfotografowaliśmy ją z Marek Błachowski, przy naszym pierwszym spotkaniu, właśnie w Bydgoszczy.
- Miewał liczne romanse i kilka żon, był znany ze swojej słabości do kobiet, jego ostatnia żona była w wieku jego dzieci.
- W 2013 powstał film o jego życiu – mający charakter dokumentalny, w reżyserii Shane Salerno pt: „Salinger”

I jeszcze garść cytatów na zachętę :

- „Ludziom zaw­sze się zda­je, że wiedzą całą prawdę. Co do mnie, gwiżdżę na to, ale nieraz już mnie nudzi, kiedy pow­tarzają mi wszys­cy w kółko, żebym pa­miętał o swoim wieku. Cza­sem prze­cież postępuję, jak­bym był znacznie star­szy, niż jes­tem - słowo daję! - ale te­go ludzie nig­dy nie zauważają. „ ( „Buszujący w zbożu”)

- „Ar­tysta, który ro­bi coś za dob­rze, jeżeli się nie pil­nu­je, zaczy­na po pew­nym cza­sie po­pisy­wać się, sta­rać o efek­ty, i w końcu ro­bi to coś znacznie gorzej.”

- „Wys­tar­czy pleść ja­kieś głup­stwa, których nikt nie może zro­zumieć, a ludzie zro­bią wszys­tko, cze­go od nich zażądasz.”

- „Dla człowieka niedojrzałego znamienne jest, że pragnie on wzniośle umrzeć za jakąś sprawę; dla dojrzałego natomiast - że pragnie skromnie dla niej żyć.”


- „Sądzę, że wkrótce już będziesz musiał uświadomić sobie, dokąd chcesz dojść. A kiedy sobie uświadomisz, musisz natychmiast wyruszyć w drogę. Natychmiast. Nie wolno ci tracić ani chwili. Tobie - nie wolno.”

Zuza Malinowska

John Simmons Barth




John Simmons Barth (ur. 27.05.1930 w Cambridge, w stanie Maryland, USA) – amerykański pisarz, czołowy przedstawiciel nurtu postmodernistycznego w literaturze amerykańskiej. Charakterystyczny rys jego twórczości to metafikacja (literatura traktująca o naturze literatury) oraz zamiłowanie do eksperymentu.
Przytaczam opinię o pisarzu, którą napisała na „Lubimy czytać” osoba o nicku „Agnieszka”:
„Barth jest okrutnym intelektualistą, nie sposób go nie podziwiać nawet gdy traktuje czytelnika jak równego sobie. Na tym zresztą częściowo polega to, w co nas wciąga, oddzielania słów od opowiadanej historii, odzieranie narratora z odpowiedzialności za opowiadanie, zamienianie miejscami wszystkich protagonistów (bohaterów, narratora, czytelnika), ustanawianie czytelnika współwinnym powstawania znaczeń .
Ale nie jest tak, że czytałam to dlatego że lubię wyzwania (nie że nie lubię, takie literackie całkiem lubię). Po pierwsze zmagania, które prowadzi w tym tomie Barth, są autentycznym, szczerym i cudownie konsekwentnym poszukiwaniem prawdy i choć moją prawdą nie jest metajęzyk (za głupia na to jestem), samo poszukiwanie jest zawsze interesującym tematem. Po drugie Barth genialnie opowiada (chyba nikogo kto czytał „Bakunowy faktor” nie trzeba nawracać na to stwierdzenie), a część tekstów ma stosunkowo tradycyjną strukturę. Po trzecie niejednokrotnie dochodzi tu do głosu jego nietuzinkowe poczucie humoru.W bardzo trudnej „Menelajadzie” dialogi między Menelaosem a Heleną (załóżmy na chwilę, że wiemy kto rozmawia  są arcykomiczne, "Petycja" jest czystą groteską, "Podróż po nocnym niebie", między innymi, długim żartem.
Jest tu jeszcze posłowie w którym Lech Budrecki stwierdza że "Zagubiony w labiryncie śmiechu" to arcydzieło, i w sumie, właściwie, nie da się ukryć i zaprzeczyć, ani wycofać, nawet poprzez przyznanie do intelektualnych niedostatków, zasadniczo i szczerze mówiąc, bynajmniej nie zaprzeczając, zgadzam się”.
Moje spotkanie z Johnem Barthem. Pierwszy była „Ostatnia podróż Sindbada Żeglarza” i „Bakunowy faktor”. Powieści zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Lubię pisarzy, który posługują się materią literacką w sposób doskonały. Proza Bartha to gra z czytelnikiem. U niego nic nie jest na poważnie, bohaterowie literaccy to postacie niejednoznaczne.
Czy Barth bywa trudny?
Bywa, trzeba mieć czas na czytanie, bo nie da się go „zaliczyć”.
Podobieństwa?
Nabokov, Faulkner, Eco, Updike.
Kilka słów o „Bakunowym faktorze”. Powieść jest parodią-pastiszem powieści dawnych. Przypomina nieco „Toma Jonesa” Fieldinga.
Powieści:
Pływająca opera(The Floating Opera), 1957; 
Koniec drogi (The End of the Road), 1958; 
Bakunowy faktor(The Sot-Weed Factor), 1960; 
Giles Goat-Boy, 1966; 
Zagubiony w labiryncie śmiechu(Lost in the Funhouse, opowiadania), 1968; 
Chimera, 1972; 
Letters, 1979; 
Sabbatical: A Romance, 1982; 
Tidewater Tales, 1987; 
Ostatnia podróż Sindbada Żeglarza(The Last Voyage of Somebody the Sailor), 1991; 
Once upon a Time: A Floating Opera, 1994; 
Opowiadać dalej (On with the Story, opowiadania), 1996; 
Coming Soon!!!, 2001; 
The Book of Ten Nights and a Night (opowiadania), 2004; 
Where Three Roads Meet: Novellas, 2005. 
Eseje :
The Friday Book, 1984; 
Further Fridays, 1995; 
Final Fridays, 2012. 
Czytajmy Bartha !

Marek Błachowski

czwartek, 26 października 2017

Anaïs Nin



Anaïs Nin (1903 - 1977) – amerykańska pisarka pochodzenia duńsko-francuskiego po matce (Rosa Culmell y Vaurigaud) i kubańsko-katalońskiego po ojcu (José Joaquin Nin y Castellanos). W 1914 roku wyjechała z matką i braćmi do Stanów Zjednoczonych, skąd wróciła do Francji w 1924. W latach 20. i 30. obracała się wśród artystycznej bohemy Paryża. Głośny był jej związek z Henry Millerem i jego żoną, June. Jej debiut literacki przypada na lata trzydzieste. Po tym okresie Nin powróciła do Nowego Jorku. Przez pewien czas zajmowała się psychoanalizą (była asystentką Ottona Ranka.
Najbardziej znana ze swojego Dziennika, który obejmuje ponad 60 lat. Pisała również powieści, opowiadania i literaturę erotyczną. Wiele jej prac, w tym Delta Wenus i Małe ptaszki, zostało opublikowanych pośmiertnie.

Twórczość:

House of Incest (1936)
Ladders to Fire - 1946
Children of the Albatross - 1947
The Four Chambered Heart (1950)
Szpieg w domu miłości (A Spy in the House of Love) 1954
Cities of the Interior - 1959
Seduction of the Minotaur – 1961
Collages - 1964
The Diary of Anaïs Nin - 1966
The Novel of the Future - (1969)
Delta Wenus (Delta of Venus) – 1977
Małe ptaszki – 1979
Model – 1995
Stella – 1996
{Źródło: Wikipedia)

„Kocham cię. Jesteś dla mnie chlebem i wodą, całym cholernym światem. (..)
Czuję, że jesteś mi bliska, stanowimy jedność, jesteś moja, czy uznajesz to, czy nie.
Każdy dzień czekania na ciebie jest torturą. Odliczam je powoli, z udręką.
Przyjedź, gdy tylko będziesz mogła. Potrzebuję cię. Boże, chcę się z tobą spotkać,
zobaczyć cię w oknie, oświetloną złotymi promieniami słońca, w twojej zielonej sukience,
z twarzą bladą. Kocham cię taką, jaką jesteś”.
"Henry i June”
Czy rzeczywiście miłość musi być jednym długim pasmem zazdrości?
„Delta Wenus”
Można żyć tajemnicą, jeśli odrzuci się europejski zwyczaj przewiercania wszystkich tajemnic.
„Dziennik 1934-1939”
W końcu oszaleję z miłości i zamkną mnie w domu wariatów.
"Zbyt mocno kochała". To będzie wyryte na moim grobowcu.
„Dziennik 1934-1939”

Marek Błachowski

Walt Whitman


Wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd,
A mrówka jest równie doskonała i ziarnko piasku i jajko strzyżyka, (…)
A krowa, żująca z pochylonym łbem, przewyższa każdy pomnik,

A mysz jest cudem wystarczającym, by wstrząsnąć sekstylionem niewiernych. (…)”


Walt Whitman - pierwszy amerykański poeta, jak mówił sam o sobie. Urodzony w 1819 roku na Long Island, które wtedy wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Wychowany w otoczeniu natury dużo uwagi poświęca jej w swojej twórczości, jest zwolennikiem wolności ducha, naturalności i jako pierwszy głosi ideę wolnej miłości, podchwyconej sto lat po nim przez Dzieci Kwiaty. Był samoukiem, dużo czytał, fascynował się klasyką literatury europejskiej. Pracował od młodych lat i próbował pisać, swój pierwszy tomik wydał w 1855 roku za własne pieniądze i sam o nim napisał trzy entuzjastyczne recenzje podszywając się pod inne osoby. Tomikiem tym było „Źdźbło trawy”, które przyniosło mu ponad sto lat później sławę „poety wolnych ludzi”. Tomik został przyjęty pozytywnie, ale anegdota, mówi o tym, że Whitman napisał sam o sobie recenzję i podpisał ją nazwiskiem znanego w owym czasie poety Ralpha Walda Emersona ( pamiętacie, rozczytywała się w jego wierszach Emily Dickinson). Kiedy Emerson się o tym dowiedział od razu postanowił przeczytać wiersze Whitmana ( szacunek za dystans do siebie!), a kiedy przeczytał bardzo mu się spodobały i napisał list do ich autora. Czy wyobrażacie sobie co musiał czuć wtedy Whitman? Najpierw zapewne konsternację, a potem zachwyt! Pochwała od Emersona dużo znaczyła i na pewno dodała mu skrzydeł. Jak na swoje czasy Whitman był poetą wyzwolonym, otwarcie przyznającym się do swojego homoseksualizmu, promującym życie w osobistym naturalnym rytmie, wracał do pierwotnych wizji człowieka jako części natury. Pod tym względem może być uważany za jednego z ojców głębokiej ekologii. Już od lat czterdziestych dziewiętnastego wieku Whitman pisał oprócz wierszy także opowiadania. Fascynowała go postać Lincolna, którego znał osobiście, jeden z jego najsłynniejszych wierszy „Kapitanie, mój kapitanie...” ( tak, ten który znacie ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”) jest dedykowany właśnie Lincolnowi. Był piewcą demokracji amerykańskiej, czuł się patriotą i dużo swoich rozmyślań poświęcił ojczyźnie. Już za swojego życia Walt Whitman stał się tak popularny, że za dochody ze swoich książek mógł kupić sobie dom w Camden koło New Jersey ( w owych czasach mało, który literat mógł się pochwalić taką popularnością). Zmarł w 1892 i jest pochowany na cmentarzu w Camden.
Wspomniałam już wspaniały film „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” Petera Weir’a, z Robinem Williamsem w roli głównej, tam swoją niewidzialną rolę odgrywa też Walt Whitman, zobaczcie film raz jeszcze! Kultowa strofa „Kapitanie, mój kapitanie...” to początek wiersza właśnie poety z New Jersey. Kolejny film – równie dobry - „Pamiętnik” główny bohater Noa czyta wiersze Whitmana na werandzie starego domu by wyleczyć swoją wadę wymowy, wada znika, ale radość z czytania poezji zostaje. Dla wielu pokoleń amerykanów Whitman jest klasykiem przez duże K.
Po polsku ukazały się: „400 wierszy” ( tł: Andrzej Szuba), Demokratyczne perspektywy ( tł: Bogumił Gacka), „ Dzieci Adama”, „Kim ostatecznie jestem” ( tł. Krzysztof Boczkowski), Liryki najpiękniejsze, „Pieśń o sobie” ( tł. Andrzej Szuba), „Słyszę śpiew Ameryki” ( tł. Andrzej szuba) i inne, o których nie wiem :)
A oto fragment jego twórczości, zachęcam gorąco do samodzielnych poszukiwań.
***
O kapitanie, mój kapitanie!! Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca.
Okręt pokonał każdą nawałnicę, nagroda, na którą polowaliśmy, zdobyta,
Port już niedaleko, słyszę dzwony, ludzie wiwatują.
A oczy wiodą na kil, statek groźny i śmiały;
O serce! O serce! Serce!
O skrwawione kroplami czerwieni!
Tam gdzie na pokładzie Mój Kapitan leży
Zimny i martwy.
O kapitanie, mój kapitanie! Powstań i posłuchaj dzwonów;
Powstań – dla Ciebie wciągnięto flagę – dla Ciebie trąbka zagrała,
Dla Ciebie bukiety i ozdobne wieńce – dla Ciebie nabrzeże triumfujące,
Tobie wiwatuje ten rozkołysany tłum, ochocze twarze obracają się,
Słuchaj Kapitanie! Ukochany ojcze!
Moje ramię pod Twoją głową!
To ten sam sen, który śniłeś!
Ten właśnie sen z Twojego pokładu,
Na którym spocząłeś zimny i martwy.
Ale Mój Kapitan nie odpowiada, jego usta są blade i bezgłośne.
Mój ojciec nie czuje mojego ramienia, nie ma w nim życia i woli.
Okręt już zakotwiczył bezpiecznie i pewnie, podróż skończona i dokonana,
Z przerażającego rejsu zwycięski statek przybywa z nagrodą,
Wiwatuj tłumie i dzwony dzwońcie!
Lecz ja żałobnym krokiem
Przechadzał się będę po pokładzie,
Gdzie mój Kapitan leży zimny i martwy.

***


Głos deszczu

A kto ty jesteś? spytałem padającego cicho
przelotnego deszczu,
Który, rzecz dziwna, odpowiedział, co teraz tłumaczę:
Jestem Poematem Ziemi, odezwał się głos,
Nieustannie unoszę się niepochwytny z ziemi
i bezdennego morza
Ku niebu, skąd bezkształtny i całkiem zmieniony,
a jednak ten sam,
Zstępuję i zraszam spieczoną skorupę, szkielety i warstwy
pyłu na całym globie,
Beze mnie wszystko, co w nich ukryte i nie narodzone,
pozostałoby ziarnem;
I na zawsze już dniem i nocą wracam życie mojemu
własnemu źródłu, sprawiam, że jest czyste i piękne.
( Albowiem pieśń po swych narodzinach, po spełnieniu,
wędrując,
Sama z siebie i w swoim czasie wraca miłością.

***

My dwoje

Tak długo dawaliśmy się zwodzić, my dwoje.
Teraz przemienieni, bystro umykamy, jak umyka Przyroda.
My jesteśmy Przyrodą, długo nieobecni, teraz powracamy,
Stajemy się roślinami, łodygą, listowiem, korzeniami, korą,
Tkwimy w ziemi, jesteśmy skałą i skałą,
Jesteśmy dębem i dębem, rośniemy obok siebie,
Pasiemy się we dwoje pośród stad gotowych do biegu,
Jesteśmy dwie ryby pływające w morzu razem,
Jesteśmy czym jest kwiat akacji, nasz zapach w alejach rano i wieczorem,
Jesteśmy też ziarnisty brud zwierząt, jarzyn, minerałów,
Jesteśmy dwa drapieżne jastrzębie, szybujemy wysoko i patrzymy w dół,
Jesteśmy dwa jaśniejące słońca, to my na orbitach i między gwiazdami jak dwie komety,
W pogoni, szczerząc kły, czworonożni w lasach, skaczemy na zwierzynę,
Jesteśmy dwa obłoki rankiem i po południu nad głową,
Jesteśmy łączące się morza, dwie z tych wesołych fal, które kładą się jedna na drugiej
[i wzajemnie zwilżają siebie,
Jesteśmy śnieg, deszcz, chłód, mrok, jesteśmy każdy wytwór i oddziaływanie ziemi,
Krążyliśmy i krążyliśmy, aż znów powracamy do domu,
Została nam tylko wolność i tylko nasza radość.


Zuza Malinowska