czwartek, 8 lutego 2018

Pies w literaturze





Ten pies to własność męża dawno już zgasłego.
Trzeba ci było widzieć kształt i rączość jego
Wtenczas, kiedy na Ilion Odys szedł z wyprawą!
Zdziwiłbyś się psa tego siłą i postawą.
Przed nim nie mógł zwierz żaden umknąć, tak był rączy:
Wpadłszy na trop, wciąż trzymał, niezrównany gończy.
Teraz zbiedniał: pan jego przepadł gdzieś daleko,
Więc mu źle pod niedbałych służebnic opieką.
(...)
Tymczasem Argos w śmierci pogrążył się mroku,
Gdy ujrzał swego pana po dwudziestym roku.” (Odyseja, Homer)

Na początek mojej dzisiejszej opowieści przywołałam ślepego Homera, który pięknie opisał wierność psa wobec swojego pana. Historia Argosa psa Odyseusza, który dwadzieścia lat czekał wiernie na pana, by rozpoznawszy go w żebraku spokojnie umrzeć wzruszała już prawie trzy tysiące lat temu. Pies w literaturze to temat ogromny i ważny, bo towarzystwo psa, jego oddanie, ale i samo życie, nie zawsze zgodne z wyobrażeniami ludzkimi, stanowi ciekawą inspirację dla pisarzy, poetów i dramaturgów od czasów starożytności.
Świadoma jestem, że w poniższym tekście uda mi się co najwyżej zarysować psie postaci, psie wątki i pieskie inspiracje, z pewnością każdy z was mógłby dopisać wiele słów od siebie, na podstawie własnych lektur. Zaczynając od najdawniejszych czasów po Homerze, zabawny wątek psa znajdujemy w komedii Arystofanesa zatytułowanej „Osy” - występuje tam pies Labes, któremu wytyczono proces o kradzież sera. Zauważmy, że psy nawet w najdawniejszych czasach pojawiają się z imienia, jako osoby równie ważne co ludzie. Starożytni Grecy nie tylko lubili psy, bywa, że się ich bali, tak jak trzygłowego strażnika Hadesu Cerbera ( analogicznie w mitologii skandynawskiej pies Garm pilnował wejścia do piekła ). Bogini mająca pod swoją opieką psy – Hekate- prowadziła po śmierci w zaświaty i była boginią magii i wiedzy tajemnej. Pies miał więc już od antyku dwa oblicza w literaturze, występował jako wierny przyjaciel albo jako zwierz ze sfery infernalnej, czyhający na ludzi, by ich skrzywdzić lub zabić.
W mitologiach prechrześcijańskiej Europy pojawiają się psy jako przyboczni bóstw związanych z łowami, znajdziemy je obok Artemidy, ale sam pies jest przez religioznawców klasyfikowany jako zwierzę chtoniczne, łączone ze śmiercią. Funkcja psa jako pasterza bydła prawdopodobnie wpłynęła na postrzeganie go jako strażnika Zaświatów, ponieważ nasi przodkowie postrzegali zaświaty jako wielkie niebieskie pastwisko. W wierzeniach słowiańskich biały pies występował u boku boga Swaroga, świętego kowala wykuwającego słoneczny blask. Pies króla Artura Caval ( Cabal) występuje w legendach średniowiecznych, jako wierny towarzysz, którego śmierć była opłakiwana i usypano na jego cześć kopiec, tak jak honorowano zmarłych wielkich wojowników. Średniowieczne opowieści hagiograficzne wspominają świętego Rocha, który podobno do nieba poszedł wraz ze swoim psem.
Chrześcijaństwo nie patrzyło łaskawie na zwierzęta odmawiają im prawa do posiadania duszy, czyniąc je podległymi ludziom i spychając do roli żywego inwentarza. Niestety ten sposób patrzenia pokutuje jeszcze do dziś.

Nic nie wie o oddaniu i przyjaźni ten, kto nigdy nie miał psa.” - ten cytat anonimowego autora jest dobrze znany właścicielom psów. Było wielu współczesnych pisarzy, którzy z wielkim upodobaniem umieszczali psy w swojej twórczości, co wynikało z ich zamiłowania do tych zwierząt wyrażonego poprzez fakt życia z nimi, mam na myśli Kurta Vonneguta i Jonathana Carrolla. Ale za nim ktokolwiek usłyszał o Vonnegucie czy Carrollu psy pojawiły się w wielkich powieściach dziewiętnastowiecznych. Na przykład u Bolesława Prusa znajdziemy w opowiadaniu „Anielka” psa Karusia towarzysza głównej bohaterki, w „Lalce” z kolei występuje jednokoki stary pudel Ir, należący do Ignacego Rzeckiego. Psy są kompanami, pocieszycielami i wiernymi druhami bohaterów literackich. „Trzech panów w łódce”...bez psa przecież wcale by sobie nie poradziło.

Dwudziesty wiek przyniósł przełom w literackim psim losie. W 1906 roku Jack London wydał książkę „Biały Kieł”, której głównym bohaterem jest pies. To będzie pierwsza na zachodzie ( bo w Rosji Bunin już to zrobił wcześniej) , ale nie ostatnia książka pisana o psie. Od tamtej pory pies będzie pojawiał się w książkach na trzy sposoby ( nie licząc epizodów) jako główny bohater ( temat), jako motor akcji ( jawny lub domyślny) lub jako wątek poboczny mający wzbogacić fabułę.
Jako wątek poboczny pies występował już wcześniej w dziełach okresu romantyzmu i pozytywizmu- znajdziemy go np. w „Panu Tadeuszu” czytając słynna kłótnię Rejenta i Asesora o Kusego i Sokoła- były to imiona dwóch psów. Ich panom poszło o to który z psów jest lepszy. Wątkiem pobocznym są też przygody psa Saby opisane w „Pustyni i w puszczy” Sienkiewicza.
Dopiero w dwudziestym wieku pies jako istota równorzędna, a w każdym razie równie ciekawa jak człowiek stanie się pełnoprawnym tematem literackim.

Jako swoisty motor akcji pojawi się u Haška „W przygodach dobrego wojaka Szwejka”, pies Fox pierwotnie należący do pułkownika przemianowany po porwaniu przez Szwejka na poczciwego Maksa, generując nowe perypetie.
Nad perspektywą widzenia psa zastanawiał się Kafka pisząc opowiadanie „ Dociekania psa”- którego pies był głównym bohaterem. Trudno mówić o modzie, ale w tym samym czasie mniej więcej powstało opowiadanie Marii Dąbrowskiej „Pies”
Wzrost świadomości ekologicznej, wreszcie odrzucenie okowów religijnych sprawiło, że autorzy chętniej umieszczali psy w swoich dziełach. Każdy z nas czytał „O psie który jeździł koleją” Pisarskiego, „Lessie, wróć”, opowiadania Grabowskiego- ale to literatura dla dzieci, warto przy jej okazji wspomnieć psa Rudego Dżila o którym pisał Tolkien i wszystkie szalone psy z książek Astrid Lingren ( Svipp z „Dzieci z Bullerbyn”, Ruff z „Najukochańszej siostry” a wreszcie tytułowy Toker z „Rasmus, Pontus i Toker”).

Poważni klasycy też pisali o psach.
Zacznijmy od Bułhakowa. „Psie serce” to minipowieść o zadziwiającej zamianie serca psa i człowieka. Ta historia pokazuje nas od innej strony, jaki jest psi człowiek, a jaki uczłowieczony pies. Poczytajcie, to interesujące studium psiej natury widzianej przez Bułhakowa. Tu mamy psa jako głównego ( jednego z dwóch) bohatera.
Drugim psem u Bułhakowa, którego nie można przemilczeć, jest pies Poncjusza Piłata- Banga, występujący podobnie jak jego pan w powieści „Mistrz i Małgorzata”. Pies jako jedyna istota kochana przez Poncjusza. Jego obraz rodzi gorzkie pytanie – Czy łatwiej jest kochać psa niż ludzi? A może tylko pies może zaufać Piłatowi, pies oddany, poza moralnością ludzką? W „Mistrzu i Małgorzacie” Banga jest motorem akcji.

Podobnie, jako motor akcji psa wykorzystał Jose Donoso w „Plugawym ptaku nocy”, choć tu akurat była to suka i wcale nie bura ale żółta. W „O miłości i innych demonach” Marqueza pies i skutki jego ugryzienia też odgrywają rolę „popychacza” akcji.

Szczególnie warte polecenia są książki gdzie pies jest jednym z bohaterów, jak w „Czerwonej trawie” Borisa Viana, opowiadaniu „Pies Edissona” Vonnegouta, polecam też bardzo „Nieznośną lekkość bytu” Milana Kundery i przepiękny opis miłości do psa.
Motywy psa, pojawiają się w cyklu o Harrym Potterze ( animag- czarodziej-pies Syriusz Black, jako bohater i trzygłowy pies Hagrida Puszek jako motor akcji). W książkach Stephena Kinga też znajdziemy psy, ale nigdzie nie będzie ich tyle co w twórczości Jonathana Carrolla, autor ten bowiem ( sam hodował kilka bulterierów) w każdej swojej książce umieszcza jakiegoś psa ( na ogół bulteriera), jego psy mówią, nauczają, prorokują, wszędzie spełniają rolę magicznego pomocnika i „popychacza akcji”( Jak choćby pies Kulfon w „Krainie Chichów” i pies Old Vertue w „Drewnianym morzu”)
Z podobna pasją umieszcza psy w swojej prozie Vonnegout, wspomniałam już o „Psie Edisona”, pies pojawi się też w „Syrenach z Tytana” i jeszcze wielu innych powieściach. Kurt Vonnegout sam siebie określał, jako psiarza i zawsze miał w domu psa jednego albo więcej.

Z polskich pisarzy zakochanych w swoich pupilach trzeba koniecznie wymienić Juliana Tuwima i jego psa Dżoncia ( opisanego w wierszach), Sławomira Mrożka i jego psy ( bo było ich wiele, ale szczególnie upodobał sobie jamniki), Stanisława Lema, który podzielał Mrożkową pasję jamniczą, Gombrowicza z jego czworonożny przyjacielem Psiną.

Na koniec pewnie zadajecie sobie pytanie, po co pisać o psach? Co mnie skłoniło do tego tematu. Być może nie podzielacie mojego poglądu, ale uważam zwierzęta za osoby, a psy pośród nich zajmują szczególne miejsce, podobnie jak koty- choć koty wydają się hołubione w naszych czasach ponad miarę i o nich także wartowałoby by może napisać artykuł. Nie dawno Nowa Zelandia ogłosiła prawo na mocy, którego zwierzęta uznane zostały za istoty czujące i zrównane z człowiekiem, wobec prawa. Ekolodzy i miłośnicy zwierząt wiedzą to od dawna, ale to prawdziwy przełom w sposobie myślenia o zwierzętach.
Cieszę się, ze przyszło mi żyć w epoce w której pies może stać się godnym bohaterem powieści czy wiersza, nie gorsząc nikogo. Każdy kto ma lub miał w życiu psa może dużo powiedzieć o więzi jaka łączy ludzi z suczymi synami i córkami. To więź godna literatury. Wielkiej literatury, dlatego zapraszam was do czytania o psach.
Zakończę cytatem z Kundery:

Nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunku z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił pomiędzy nami a nimi.
Prawdziwa dobroć człowieka może się wyrazić w sposób absolutnie czysty i wolny tylko w stosunku do tego, kto nie reprezentuje żadnej siły. Prawdziwa próba ludzkości, najbardziej podstawowa (leżąca tak głęboko, że wymyka się naszemu wzrokowi), polega na stosunku człowieka do tych, którzy są wydani na jego łaskę i niełaskę: do zwierząt. I tu właśnie doszło do jego podstawowej klęski, tak podstawowej, że z niej właśnie wypływają wszystkie inne.(...)” ( Nieznośna lekkość bytu” tł. A. Holland)

Warte wspomnienia są następujące książki „pod psem” :

Tibor Dery „Niki. Historia pewnego psa.”
Connie Willis „Nie licząc psa”
Iwan Bunin „Sny Czanga”
Mark Haddon „Dziwny przypadek psa nocną porą”


Polecam też stonę:





Zuza Malinowska

poniedziałek, 5 lutego 2018

Złota Trójka odc.3



David Lodge
„British Museum w posadach drży”

Adam i Barbara Appleby wybrali chrześcijaństwo, wybrali katolicyzm. Chcą żyć zgodnie z zasadami narzuconymi przez drugi sobór watykański.
„Sex to mało działania, a dużo dzieci” - mówi Lodge ustami bohatera powieści.
I znów dziecko w drodze, taki jest początek powieści. Adam wyrusza do tytułowego miejsca w celu napisania doktoratu.
Kilka powieści uniwersyteckich Lodge'a pokazuje nam perypetie ludzi parających się nauką.
„British Museum w posadach drży” składa się z dziesięciu rozdziałów, a zamysłem Lodge”a było napisanie każdego rozdziału jako parodii/pastiszu stylu znanych pisarzy. Mamy tu Joyce'a, Woolf, Conrada, Greene'a, Kafkę, Lawrence'a.
Zapraszam do przeczytanie wielce zabawnej powieści. Myślę, że wywoła uśmiech na twarzy prawie każdego czytelnika.

Leslie Poles Hartley
„Posłaniec”
Leo Colston (chłopiec dwunastoletni) przyjeżdża na wakacje do kolegi szkolnego Marcusa. Pochodzi z biednej rodziny i niejako wkrada się w świat ludzi bogatych. Poznaje siostrę Marcusa, Marian. Wkrótce odkrywa, że Marian kocha się w ubogim farmerze Tedzie Burgessie. Leo zostaje posłańcem pary.
Doskonała powieść psychologiczna. Joseph Losey dokonał jej adaptacji dla potrzeb filmu.
Polecam !

Jerzy Kosiński
„Wystarczy być”

Kosiński w innym wcieleniu. Przyzwyczailiśmy się do tego, że kreśli losy bohaterów, którzy doświadczają zła. W wymienionej powieści jest inaczej.
Chauncey Gardiner, adoptowany przez bogatego człowieka, wyrósł w cieplarnianych warunkach. Nie ma dokumentów, nigdzie nie figuruje. Tymczasem umiera starszy pan i bohater musi zmienić się, musi szukać swojej drogi.
Czy to w jego przypadku jest możliwe?
Chaucey rzeczywistość zna tylko z ekranu telewizora. Jego metafory dotyczą siewu, ogrodu, wzrastania.
Przypowieść Kosińskiego nasuwa wiele pytań.
Polecam !

Marek Błachowski

Gaius Valerius Catullus znany jako Katullus



Nie klasyczny klasyk - Katullus

Dziś opowiem wam o nieco zapomnianym poecie, ale wciąż jeszcze aktualnym i nadal atrakcyjnym. Postaram się przybliżyć wam sylwetkę mało znanego, a zasługujących na uwagę poety antycznego. Zapewne każdy zapytany wyrecytuje jednym tchem nazwiska takie jak Homer, Safona, Horacy, Owidiusz, Wergiliusz, tu mniej więcej kończy się nasz ranking poetów antycznych. Resztazdaniem ogółu, nawet jeśli istniała jakaś reszta, nadaje się co najwyżej do obowiązkowych lektur dla studentów Filologii Klasycznej, a nie do czytania z przyjemnością. Kiedy myślimy o starożytnych poetach, na myśl przychodzi nam galeria rzymskich posągów, może i pełna harmonii, ale stara, nieatrakcyjna i pozbawiona współczesnego wdzięku. Greckie teksty w tłumaczeniach wydają się jeszcze trudniejsze w odbiorze, ale dziś nie będę się nimi zajmować. Polecam za to ogromnie przekład wierszy Safony w tłumaczeniu Brzostowskiej.

Gaius Valerius Catullus znany jako Katullus

Pominąwszy jego odważne, czasem dosadne wiersze nie za dużo o nim wiemy. Nawet w starożytności nie studiowano go powszechnie i często był pozbawiany czci, przynależnej klasykowi. Tematy które poruszał były nieco amoralne i mało pompatyczne, ale właśnie to dzięki temu, że dotyczą namiętności, ludzkich słabości i uczuć nie zdezaktualizowały się nic a nic do naszych czasów. Trudno wyobrazić sobie omawianie w szkole tomu wierszy, z których niektóre mogą wrażliwsze jednostki razić obscenicznością. Katullus nie tylko jest twórcą śmiałych erotyków, potrafił też pisać ostre paszkwile i znany był z niewybrednego języka. Współcześni zarzucali mu nadmierną szczerość, obnażanie się, wylewność, niemoralność. Yeats powiedział kiedyś ( w wierszu „Uczeni”) , że Katullus przeraził by uczonych gdyby tylko próbowali go pojąć, ale Katullus ma w Literaturze Klasycznej swoje miejsce enfante terrible i większość uczonych omija go dużym łukiem.

Urodził się w 87 r. p. n. e. w Weronie ( romantycznie prawda?), w tamtym czasie Włochy stanowiły istny tygiel kulturowy i ich obszary północne były zamieszkiwane przez wiele rozmaitych nacji. Istnieją tezy, że Katullus miał pochodzenie celtyckie, z uwagi na silna pozycję Celtów w Weronie w tamtym czasie, nie ma na to jednak twardych dowodów.

Napisał sto szesnaście wierszy i gdyby pokusić się o przesadną pedanterię można by przy ich pomocy, uporządkowawszy je chronologicznie, odtworzyć historię jego życia. Te wiersze stanowią jedyne źródło wiedzy o autorze. Człowiek odszedł, słowo żyje. Poeta zmarł młodo prawdopodobnie wieku trzydziestu trzech lat. Były w jego życiu trzy ważne wydarzenia, które go zmieniły - pierwszym była śmierć starszego brata, drugim wyjazd do Azji Mniejszej w orszaku pretora, a trzecim burzliwy romans z piękną ale bezwzględną kobietą o imieniu Klodia. Wszystkie one przyniosły mu cierpienie i rozpacz, niestety, całe swoje życie skazany na cierpienie.

Kiedy Katullus poznał Klodię była żoną wpływowego rzymskiego polityka, miała wszystko- urodę, wpływy, duże pieniądze. On był młody i miał tylko swój geniusz. Ponadto jego wybranka była obdarzona niepospolitą inteligencją i wiedzą, a do tego szybko owdowiała i Katullus poczuł przypływ nadziei na jej zdobycie. Dama znała i lubiła literaturę, a szczególnie liryki Safony, toteż Katullus w swoich wierszach nazywa Klodię Lesbią. Klodia miała licznych kochanków oprócz Katullusa, jej niespożyte siły seksualne poeta upatrywał w mocy bogini Kybele ( do której ją przyrównywał) dzikiej, drapieżnej seksualnie i niebezpiecznej. Mężczyzna nie może wejść z nią w spokojny harmonijny związek, ona go zniewala i opętuje, czyni dobrowolnym niewolnikiem jej miłości, nie mogąc mu ofiarować żadnej gwarancji stałości, niczego więcej prócz samej siebie. W swojej ekspansywnej kobiecości zawłaszcza cały jego świat, pochłania go, aż do unicestwienia. ( Na marginesie dodam, że w misteriach poświęconych Kybele, mężczyźni w ekstatycznym obłędzie dokonywali samo kastracji)

Wiersze Katullusa są liryczne, namiętne i żywe, ja znajduję w nich ogień i autentyczność przeżycia. To właśnie jest to, czego szukam w poezji - przeżycie. Dlatego nie przepadam za poezją intelektualną (taka jak u Z. Herberta), choć doceniam jej filozoficzną wartość.

Ja chcę czytając wiersz czuć w ciele emocje poety. Tak czyta się Katullusa.

(Korzystałam z czasopisma „Literatura na świecie „ nr 8-9/ 1996, tam tez najdziecie więcej wierszy Katullusa i innych antycznych poetów. Polecam! )

To na zachętę poezja Katullusa:



VIII

Nieszczęsny Katullusie, skończ z tymi głupstwami!

Co widzisz, że stracone, uznaj za stracone.

Świeciły niegdyś jasne i dla ciebie słońca,

Kiedy tam podążałeś, gdzie wiodła dziewczyna

Tak przez ciebie kochana jak żadna nie będzie.

Ile było tam żartów i ile zabawy,

A czego ty pragnąłeś i ona też chciała.

O tak, świeciły jasne i dla ciebie słońca.

Teraz ona już nie chce — i ty nie chcieć możesz.

Uciekającej nie goń, nie bądź nieszczęśliwy,

Lecz z duchem niewzruszonym znieś to i wytrzymaj.

Żegnaj dziewczyno! Już się Katullus nie złamie,

Nie będzie ciebie szukał ni prosił niechętnej.

Ty za to cierpieć będziesz — o nic nie proszona.

Podła! Nieszczęsna! Jakie ci zostaje życie?

Komu piękna się wydasz? Kto przyjdzie do ciebie?

Kogo teraz pokochasz? Czyją teraz będziesz?

Kogo będziesz całować? Komu wargi kąsać?

Ty za to, Katullusie, wytrwaj, bądź niezłomny!



***

Żyjmy, ma Lesbio, i kochajmy.

Gderanie starców zbyt surowych

Tak ceńmy jak grosz jeden marny.

Słońca zachodzić, wschodzić mogą,

Dla nas gdy zgaśnie światło krótkie —

Noc nieskończona do przespania.

Daj mi więc tysiąc pocałunków,

Sto potem, tysiąc i sto znowu

I jeszcze tysiąc i sto jeszcze.

Potem po wielu znów tysiącach

Zgubmy się w liczbach, by nie wiedzieć

Lub by ktoś zły zazdrościć nie mógł

O pocałunkach wiedząc tylu.



***

Mówi mi moja dziewczyna:

Z nikim nie zechcę się kochać —

Choćby sam Jowisz mnie prosił —

Chcę tylko ciebie, jedyny.

Tak mówi. Lecz co dziewczyna

Do płonącego kochanka

Mówi — to pisać by trzeba

Na wietrze lub wodzie rwącej.

LXXXVII

Żadna mówić nie może, że tak jest kochana —

Prawdziwie — jak przeze mnie kochana jest Lesbia.

I nigdy w żadnym związku nie było wierności

Tak wielkiej, jak w miłości, którą tobie daję.

LXXV

Do tego, moja Lesbio, mnie doprowadziłaś

I tak się zagubiłem za twoją przyczyną,

Że cię lubić nie mogę, choć najlepszą będziesz,

Ani przestać cię kochać — cokolwiek uczynisz.

CIX

Słodką mi, życie moje, miłość ofiarujesz

I mówisz, że ta nasza wiecznie będzie trwała.

Bogowie wielcy! Sprawcie, by ta obietnica

Była szczera — prawdziwe by były te słowa!

I niech nam będzie wolno poprzez całe życie

Wiecznej miłości związek na zawsze zachować.


Przełożył Jerzy Ciechanowicz



Zuza Malinowska

czwartek, 25 stycznia 2018

Mistrzyni odeszła

To będzie bardzo osobisty artykuł. Nie o literackich nurtach, ani epokach, ale o jednej konkretnej pisarce, która ukształtowała mnie w dużym stopniu, która nauczyła mnie patrzeć. Tak się składa, że w tym tygodniu odeszła z tego świata - w jej przypadku to określenie nabiera nowego sensu, a ci co znają jej prozę zrozumieją, co mam na myśli. Mowa o Ursuli Le Guine.
Tyle wspaniałych słów o niej powiedziano, że czuję paraliż przez pisaniem czegokolwiek. Będzie subiektywnie, wybaczcie. Kiedy się zbiera w człowieku dużo emocji trudno nad nimi zapanować.

Rok 1988, Polska, osiedle akademickie w Katowicach na Ligocie, ja na pierwszym roku filozofii, zachwycona perspektywami, które dają te studia. Spotykam na korytarzu o chłodnej podłodze z lastriko wysokiego długowłosego blondyna, przez chwile stoimy bez słowa. Ja ściskam w ręce swój skarb „Silmarillion” Tolkiena. Zaczynamy rozmawiać, on pyta czy czytałam „Czarnoksiężnika z archipelagu”. Nie czytałam, nie znam, nigdy nie słyszałam nawet tego tytułu.
„Przeczytaj. Ta książka odmieni twoje widzenie świata, jeśli tylko masz otwarte serce. Nauczysz się jak działa magia. Bo ona istnieje. Jest tu wszędzie.” Rozpoczynam żmudne poszukiwania książki Le Guine, prawie tracę nadzieję wychodząc z siódmej biblioteki, w której nikt nawet nie słyszał o tej autorce. Wtedy spotykam starą znajomą, opowiadam jej o moich poszukiwaniach. To ona właśnie pewnego zimowego wieczoru przyniesie mi „Czarnoksiężnika...” wypożyczonego w przyzakładowej biblioteki kopalni „Gottwald”.

Ursula Le Guine prowadzi mnie od tamtego dnia jak adepta magii, jak bohatera cyklu Ziemiomorza, uczy mnie jak patrzeć na rzeczywistość. To ona powiedziała kiedyś, że jest realistką, ale po prostu ma szerszą perspektywę, która obejmuje inne światy. Uczę się tego „realizmu szerokiej perspektywy” od niej. Potem czytam resztę cyklu o czarnoksiężniku Gedzie, „Świat Rokanona” i „Miejsce początku”, „Lewą rękę ciemności. ” Rzeczywistości, które opisuje są tak plastyczne, tak dopracowane, że można ulec złudzeniu, że nie wymyśliła ich, ale podróżowała po nich i jedynie zdanie nam relacje. To książki podróżniczki innych światów. Nazywa się to fantastyką, ale nie lubię tego podziału, na fantastykę i nie fantastykę, jest deprecjonujący- w podtekście można go zrozumieć jako - rzeczy prawdziwe, warte uwagi i bzdury wyssane z palca autora. Ursula Le Guine uwodzi mnie nie tylko bogactwem wyobraźni, nieskończonością swojego umysłu, ale czymś, co jest znacznie trudniejsze do znalezienia w literaturze, ona umie pisać o uczuciach, o relacjach, oddawać je trafnie, nie tracąc nic z ich subtelności. Czytając ją doświadczamy osobowości autorki, niektórzy moim znajomi z Fandomu mówią, że jest zbyt kobieca, ale ja uważam, że to jej wielka zaleta, że opisuje światy nie tylko z perspektywy chłodu intelektualnego, co jest charakterystyczne dla większości mężczyzn piszących S-F. Jest gawędziarką i badaczką, wnikliwa, bystra, zaskakująca.
Początkowo w środowisku pisarzy pogardzano jej utworami, sława przyszła do niej stosunkowo późno. Nie chciano jej wydawać, twierdząc, że tworzy utwory nadmiernie skomplikowane i niepotrzebnie udziwnione. Minęło 12 lat nim wydano jej pierwszą książkę, podziwiam ja są wytrwałość, hart ducha i pewność , że to co tworzy jest wartościowe. Sama dobrze wiem, jak łatwo jest zachwiać wiarę we własną twórczość.
Trzeba powiedzieć, że nie wszystkie jej utwory są związane z fantastyką, napisała przez swoje długie życie wiele innych dzieł.



Stworzyła następujące dzieła:

Cykl Ekumena (Ekumen), zwany także cyklem Hain

1966: Świat Rocannona (Rocannon’s World)
1966: Planeta wygnania (Planet of Exile)
1967: Miasto złudzeń (City of Illusions)
1969: Lewa ręka ciemności (The Left Hand of Darkness)
1972: Słowo „las” znaczy „świat” (The Word for World is Forest)
1974: Wydziedziczeni (The Dispossessed: An Ambiguous Utopia)
1995: Cztery drogi ku przebaczeniu (Four Ways to Forgiveness) – cztery opowiadania osadzone w uniwersum Ekumeny
2000: Opowiadanie świata (The Telling)
2001: Urodziny świata (The Birthday of the World) – zbiór opowiadań (większość opowiadań należy do uniwersum Ekumeny)

Cykl Ziemiomorze (Earthsea)
1968: Czarnoksiężnik z Archipelagu (A Wizard of Earthsea)
1970: Grobowce Atuanu (The Tombs of Atuan)
1972: Najdalszy brzeg (The Farthest Shore)
1990: Tehanu (Tehanu: The Last Book of Earthsea)
2001: Opowieści z Ziemiomorza (Tales from Earthsea) – opowiadania osadzone w świecie Ziemiomorza
2001: Inny wiatr (The Other Wind)

Cykl Kotolotki (Catwings) - Cykl krótkich opowiadań dla dzieci:

1988: Kotolotki (Catwings)
1989: Kotolotki z wizytą u mamy (Catwings Return)
1994: Wonderful Alexander and the Catwings
1999: Jane on Her Own


1971: Jesteśmy snem (The Lathe of Heaven)
1976: Opowieści orsiniańskie (Orsinian Tales) – zbiór opowiadań
1978: Zewsząd bardzo daleko (Very Far Away from Anywhere Else)
1979: Malafrena – powieść osadzona w świecie opowieści orsiniańskich
1980: Miejsce początku (The Beginning Place)
1980: Wszystkie strony świata (The Wind’s Twelve Quarters) – zbiór opowiadań (zawiera m.in. opowiadania należące do uniwersum Ekumeny i świata Ziemiomorza)
1982: Oko czapli (The Eye of the Heron)
1985: Wracać wciąż do domu (Always Coming Home)
1987: Dziewczyny Buffalo (Buffalo Gals)
1989: Nowa Atlantyda (The New Atlantis)
1989: Dancing at the Edge of the World
1994: Rybak z Morza Wewnętrznego (A Fisherman of the Inland Sea) – zbiór opowiadań (zawiera m.in. opowiadania należące do uniwersum Ekumeny)
1996: Otwarte przestworza (Unlocking the Air)
2004: Dary (Gifts)
2006: Voices
2007: Powers

2008: Lawinia (Lavinia)

Nie opisuję jej życiorysu, znajdziecie wszystko w pięknym artykule- wywiadzie autorstwa pauliny Wilk  z „Przekroju”, do którego link umieszczam poniżej.

https://przekroj.pl/kultura/planeta-prawdziwych-zmyslen-paulina-wilk


Zuza Malinowska

czwartek, 18 stycznia 2018

Złota trójka odc.2



Dziś trzy propozycje z klasyki duchowości.
Jose Luis Martin Descalzo (1930-1991), ksiądz i dziennikarz hiszpański.
W Polsce znany jest z serii „Dlaczego warto...”. Descalzo przez wiele lat pisał artykuły prasowe, oznaczały się one poczuciem humanizmu i szukaniem dobrych stron natury ludzkiej.
W Polsce wydano zbiory jego artykułów:
1. Dlaczego warto kochać ?
2. Dlaczego warto mieć nadzieję ?
3. Dlaczego warto szukać?
4. Dlaczego warto radować się?
5. Dlaczego warto być optymistą?
6. Dlaczego warto otworzyć się na szczęście?
7. Dlaczego warto żyć ?
U Descalzo spotkamy się z siłą przypowieści i z wieczną wiarą w człowieka. W artykułach Descalzo nie odczuwa się nadmiernej dydaktyki katolickiej.
Tchich Nhat Hanh (1926- nadal żyje), wietnamski buddysta, mistrz zen zwolennik rozwiązywania problemów drogą pokojową.
Dlaczego warto czytać książki Hanha ?
Hanh dobitnie mówi o potrzebie spokoju w życiu człowieka. Uczestniczył w rozmowach pokojowych w czasie wojny wietnamskiej. Hanh przyjaźnił się z Thomasem Mertonem i współpracował z Martinem Lutherem Kingiem.
Polecam jego książki „Każdy krok niesie pokój” i „Śmierci nie ma, lęku nie ma”.
Thomas Merton (1915-1968), amerykański pisarz, poeta, ksiądz katolicki, trapista.
Merton towarzyszy mi od wielu lat. Poruszające są jego poezje.
Które jego książki polecam ?
„Siedmiopiętrowa góra”, „Mistycy i mistrzowie zen”, „Nikt nie jest samotną wyspą”.
Merton był zwolennikiem łączenia myśli Zachodu i Wschodu.
Cytaty z książek Mertona :
„Wierzę, że otwierając się na buddyzm, na hinduizm i na te wspaniałe tradycje Azji, zdobywamy cudowną szansę dowiedzenia się czegoś więcej o możliwościach tkwiących w naszych własnych tradycjach, ponieważ tamte religie dotarły, z punktu widzenia natury, o wiele głębiej niż my”.
„Im bardziej serio pragniemy powiedzieć prawdę, tym bardziej jesteśmy przekonani w głębi siebie, że oto dodajemy jeszcze jedno kłamstwo do wszystkich innych kłamstw, jakie wychodzą z ust naszych współczesnych”.
Descalzo, Hanh i Merton. Sięgajmy po nich, bo...warto rozmyślać nad kształtem naszego świata.

Marek Błachowski

środa, 17 stycznia 2018

Egzystencjalizm w literaturze instant - czyli jak żyć i czy w ogóle warto?



Z pewną taką nieśmiałością zaczynam temat, który nie jest jak porywający górski strumień, ale raczej jak oceaniczny prąd grenlandzki, który przenika zimnem ogromne połacie lądu i morza. Ten artykuł nie wyczerpie tematu, on ledwie go zarysuje, potraktujcie go jako inspirację do osobistych refleksji i poszukiwań. Aby rozpocząć omawianie egzystencjalizmu w literaturze trzeba najpierw wytłumaczyć czym jest egzystencjalizm i jakiego rodzaju filozofia kryje się pod tym pojęciem. Wypadało by wspomnieć o przewrocie kartezjańskim, który rozpoczął tendencję do autorefleksji ( „Myślę więc jestem”) i to już w siedemnastym wieku, ale uczciwiej będzie jednak sytuować początki egzystencjalizmu w dziewiętnastym wieku. W mrocznej Kopenhadze żył wtedy Soeren Kierkegaard filozof, poeta, zaangażowany chrześcijanin wychowany w surowej protestanckiej rodzinie, nieco zdziwaczały i samotny poszukiwacz sensu życia. Jako pierwsze dzieło egzystencjalistyczne ( nikt wtedy tego nie nazywa w ten sposób) ukazała się jego praca „Bojaźń i drżenie” ( 1848) w całości poświęcona rozważaniom nad ludzką egzystencją i chorobą na śmierć, czyli rozpaczą. Z dzisiejszej perspektywy powiedzielibyśmy, że autor zmagał się z dojmującymi stanami depresyjnymi. Niedługo potem nie znający twórczości duńskiego filozofa, Fiodor Dostojewski w 1864 wydał w Rosji „Notatki z podziemia”, a dwa lata później „Gracza”- obie te powieści zaliczane są także do nurtu egzystencjalistycznego ( lub jego fazy formującej) .
Czym charakteryzował się egzystencjalizm? Warto zacząć od tego, że był to pierwszy nurt filozoficzny, którego nie wyznaczały tezy i traktaty filozofów ani ich złożone egzemplifikacje. Egzystencjalizm tworzyło życie, a nic tak go dobrze nie opisywało jak literatura, zwłaszcza, że był to okres rozkwitu powieści. Egzystencjalizm skupiał się na rozważaniach nad ludzką egzystencją i kondycją, dostrzegał człowieka jako istotę samotną, wyobcowaną, oderwaną od Boga i innych ludzi. Wpływ na jego rozkwit ( lata dwudzieste- lata pięćdziesiąte XXego wieku) miały też dwie wojny światowe. Życie ludzkie w zwierciadle literatury egzystencjalistycznej zawsze jest tragiczne, a on sam targany rozterkami i niepewnością.
Myśl egzystencjalistyczną można podzielić na nurt religijny i nurt ateistyczny. Jako czołowych przedstawicieli nurtu religijnego ( teistycznego) trzeba wymienić Gabriela Marcela ( który jako pierwszy określił ten nurt „egzystencjalizmem”) i Karla Jaspersa. Nurt ateistyczny tworzyli przede wszystkim Albert Camus i Jean- Paul Sartre. Nie sposób pominąć udziału Martina Heideggera w rozważaniach o byciu człowieka, to on w swoim słynnym dziele „Sein und Zeit” ( Bycie i czas) konstytuuje, nazywa specyfikę egzystowania ludzkiego, odróżnia go od istnienia rzeczy i zwierząt, wyróżnia go i wynosi, poprzez ludzki altruizm, troskę, czyniąc go ważniejszym lepszym stworzeniem, dając mu szczególne cechy. To o czym pisze Heidegger w swoich dziełach filozoficznych mniej cierpliwy czytelnik znajdzie w powieściach Alberta Camus ( „Dżuma”, „Obcy”, „Upadek”, „Człowiek zbuntowany”, „Kaligula” itd.).
Jak wspomniałam wcześniej jednym z pierwszych przedstawiającego człowieka samotnego przeciwstawionemu wrogiemu światu był Dostojewski, ale kiedy głębiej się zastanowimy zobaczymy jak wielu pisarzy prezentowało taki światopogląd, albo narzucało go swoim bohaterom. Oczywiście możemy szukać egzystencjalizmu w dziełach jego ojca Sartre’a takich jak „Mur”, „Drogi do wolności”, czy „Mdłości”, ale nie sposób nie zauważyć ich w takich książkach jak „Proces” Kafki, czy nawet „Ferdydyrke” Gombrowicza. Kiedy się bacznie rozejrzymy spostrzeżemy, że znaczna część literatury dwudziestego wieku przesiąknięta jest egzystencjalizmem. Ten nurt oprócz pesymizmu, czasami nawet nihilizmu niesie ze sobą też odpowiedzialność za własne czyny, świadomość, że każdy człowiek jest kreatorem swojego losu. Życie ludzkie jawi się jako coś nietrwałego, ulotnego, a śmierć bywa demonizowana, albo wręcz przyzywana, jak w książkach Emila Ciorana ( „Na szczytach rozpaczy”, „Upadek w czas”, „Zły demiurg” itd.), który posuwa się w swoim egzystencjalizmie do radykalizmu.
Jak już wspomniałam proza minionego wieku, także ta fantastyczna ( Lem, P.K. Dick, Dan Simmons i kilku innych) jest naznaczona egzystencjalizmem. Można nawet odnieść wrażenie, że po epoce Sartre’a i Camus’a w literaturze nic nie jest już pozbawione refleksji nad ludzką egzystencją i jej tragizmem. Pisarze S-F często poprzez umieszczenie bohaterów- ludzi w wyabstrahowanej rzeczywistości kosmosu znajdują preteksty do opisów kondycji ludzkiej, myślę tu zwłaszcza o pisarzach rosyjskich. Kiedy mowa o Rosji chciałabym rzucić odrobinę światła na Lwa Szestowa- filozofa i pisarza, twórcę tzw. filozofii tragedii ( niektórzy uważają, że jest to rodzaj filozofii egzystencjalizmu), jego pojęcie osamotnienia ludzkiego sięgało mitu wygnania z raju. Czerpał z mitologii biblijnej, rysował obraz naznaczenia, swoistego fatum którym człowiek jest naznaczony. Polecam jego dzieło „Apoteoza nieoczywistości”. W rozważaniach podobnie jak Kierkegaard odwoływał się do mitu Hioba.
Kolejnym Rosjaninem- egzystencjalistą - nieoczywistym ( w nawiązaniu do nieoczywistości szestowowskiej) nazwałabym Nikołaja Bierdiajewa - fascynującego i mało znanego filozofa i pisarza, podobnie jak wspomniany wcześniej Lew Szestow obaj prezentowali nurt egzystencjalizmu teistycznego i byli związani z kościołem prawosławnym. Bierdiajew jawnie przeciwstawiał się władzy bolszewickiej i w 1922roku został zmuszony do opuszczenia ZSRR. Szczególnie nie zgadzał się z pomijaniem roli jednostki i pozbawianiu człowieka jego osobności i osobowości wobec sprawy mas ludowych, cała ideologia sowiecka głęboko go odrzucała. Uważał komunizm za rodzaj fanatyzmu religijnego i przez to za zjawisko bardzo niebezpieczne. Jego wiara w apokatastasis korespondowała z poglądami Kierkegaarda i Szestowa, odnośnie powtórzenia lub wielkiego powrotu ( chodziło o wiarę w to, że na końcu czasów wszystko powróci do stanu pierwotnej doskonałości, do Boga, piekło zniknie.)

Zapewne oczekujecie teraz ode mnie listy lektur związanych z tym nurtem. Nie podejmuję się jej tworzyć, gdyż byłaby tak długa, że fb. zawiesiłby, z dużym prawdopodobieństwem, naszą grupę. Jestem jednak przekonana, że nawet w minionym roku, każdy z nas czytał jakąś lekturę przenikniętą myślą egzystencjalistów.

Za to, dla smaku, przytoczę wam kilka cytatów, charakterystycznych dla pisarzy i filozofów zaangażowanych w ten nurt, jak zauważycie, są one różnorodne, bo prawie każdy pisarz, czy filozof rozumiał na swój sposób egzystencję ludzką. Też miewacie przemyślenia nad ludzkim życiem, nad jego specyfiką, nad swoim losem, czujecie dramatyzm istnienia? Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy egzystencjalistami. Zapraszam do komentowania i wrzucania tytułów książek i autorów, którzy waszym zdaniem korespondowali mniej lub bardziej świadomie z tym nurtem.

- „Aby istnieć, człowiek musi się buntować.” ( A. Camus „Człowiek zbuntowany”)
- „Trzeba walczyć w taki czy inny sposób i nie padać na kolana.” ( A. Camus „Dżuma”)
- „Człowiek jest jedynym stworzeniem, które nie godzi się być tym, czym jest.” ( A. Camus „Mit Syzyfa”)
- „Nie ma wolności dla człowieka, jak długo nie pokonał strachu przed śmiercią. Ale nie przez samobójstwo. Zwyciężyć to nie znaczy ustać. Móc umrzeć z podniesionym czołem, bez goryczy.” ( A. Camus „Notatki 1935-1959”)
- „Niech mi pan wierzy, że religie mylą się od chwili, kiedy zaczynają moralizować i piorunują przykazaniami. Bóg nie jest niezbędny, żeby stworzyć winę ani żeby karać. Wystarczą nasi bliźni, wspomagani przez nas samych.” ( A. Camus „Upadek”)
- „Ci, którzy kochają wszystkie kobiety, zmierzają ku abstrakcji.” ( A. Camus)
- „Być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze.” ( J-P. Sartre)
- „Człowiek jest takim, jakim jest jego działanie. Człowiek nie jest niczym innym, niż jego życie”.( J-P. Sartre)
- „Kobieta nigdy nie wie, czego chce, ale nie spocznie, dopóki celu nie osiągnie.” ( J-P. Sartre)
-„Moja wizja przyszłości jest tak precyzyjna, że gdybym miał dzieci, udusiłbym je natychmiast.” (E.Cioran „O niedogodności narodzin”)
- „Tylko jedno jest ważne: nauczyć się bycia przegranym.”(E.Cioran „O niedogodności narodzin”)
- „Zmasakrowane drzewa. Wyrastają domy. Gęby, wszędzie gęby. Człowiek rozprzestrzenia się. Człowiek jest rakiem dla ziemi.” ( E.Cioran „O niedogodności narodzin”)
- „Gdyby nie myśl o samobójstwie, dawno bym się zabił.” ( E. Cioran „Sylogizmy goryczy”)
- ” Przegrać życie to wejść w sferę poezji – bez wsparcia talentu.”( E. Cioran „Sylogizmy goryczy”)

Zuza Malinowska